środa, 22 lutego 2012

pierwsze szycie na zamówienie- Osłona na komórkę

Pierwsza rzecz, którą uszyłam dla kogoś i od razu poszła w ruch. Stąd dopiero po długim  czasie od Gwiazdki, udało mi się uchwycić ją do zdjęcia.


Szyłam w nocy przed Wigilią.
Haft zrobiłam na targach na hafciarce. Niestety materiału było ciut mało i nie dało się wycelować wyżej z listkiem.

Ale i tak jestem zadowolona.

Wymóg jakości był bardzo wysoki.Opakowanie na komórkę miało być mocne, grube, żeby szybka nie pękła, co na gimnazjalnych korytarzach i posiadaczu roztrzepanej główki było mocnym argumentem.

Dodatkowo kombinowałam jak nagiąć gruby filc, żeby wszystko się zmieściło i haft jednak był ciut wyżej.
Bezskutecznie. Komórczak był zbyt wielki.

Nabiłam także napy, napownicą, kórą udało mi się nabyć kiedyś za grosze w księgarni wysyłkowej :)

Efekt zadowolił nastolatkę. A ja- będę próbować doskonalić swe początkujące zapędy krawieckie :)

Dumna krawcowa

Muszę pokazać, co się dzieje, gdy dziecku pozwoli się na próbowanie nowych rzeczy.
Sami zobaczcie:


Dumna siostrzenica z samodzielnie uszytego
 woreczka gimnastycznego dla braciszka.
Prezent urodzinowy.

ROŚNIE!
Aż miło popatrzeć : )



wtorek, 21 lutego 2012

gAstronomiczne zalety pracy w domu

Piszę.
Piszę skrypt do zajęć, które będę prowadzić w marcu o projektowaniu ogrodów i nagle moje pisanie przerwało bardzo znaczące burknięcie w brzuszku.
Przecież tak się nie da pracować :)
Korzystając z warzywek, które aż się prosiły o jakieś danie, skombinowałam szybko dwie zupki.
Czas przyrządzania dwóch razem: około pół godzinki.


Zupa marchewkowa krem:

Składniki:
 2 -3cebule,
około 6 marchewek,
imbir,
pieprz cayenne,
liść laurowy i ziele angielskie,
kostka bulionowa rozpuszczona w 2 szklankach wrzątku.

Wykonanie: Cebulę podsmażyć na maśle, pokrojoną w kosteczkę (jako dziecko nazywałam to krateczką, zgodnie z liniami nacięć, które miały się ładnie przecinać). Wrzucamy pokrojoną jak kto lubi, marchewkę i też lekko podsmażamy.
Zalewamy bulionem, dodajemy liść i ziele. Gotujemy pod przykryciem około 10-15 minut.
Pod koniec gotowania dodajemy imbir- świeży lub w proszku. Około pół łyżeczki i szczypta pieprzu Cayenne.
Można dodać skórkę od pomarańczy i trochę soku. Po ostatnim gotowaniu tej zupy miałam ochotę na coś ostrzejszego, więc nie dodałam, za to dodałam więcej pieprzu.

EFEKT: jest mi ciepło, błogo i mogę myśleć : )
UWAGA:  Zupką nie częstuj osób, które mają problem z cukrem w organizmie. Ugotowana marchewka ma zbyt wiele cukrów prostych,które mogą zaszkodzić osobom z cukrzycą.

Druga zupka inspirowana zawartością lodówki i spiżarni. 
Ni to porowa, ni to warzywna.
Smaczna i rozgrzewająca- to najważniejsze. Ziemniaczki musiałam wrzucić, bo głód podpowiadał mi dodanie węglowodanów.

Wrzuciłam do ok. 2 litrów wrzątku:

seler- pokrojony w kosteczkę
pietruszkę- plasterki
kilka kawałków marchewki (około 1/4 marchewki)
4 raczej małe ziemniaczki- pokrojone w kosteczkę
zaparzony por (żeby nie bolał brzuszek później) w ilości -3 sztuki-pokrojony na plasterki

liść laurowy, ziele angielskie, małą łyżeczkę soli morskiej.

Pod koniec gotowania dorzuciłam pieprzu cayenne i pieprzu czarnego.

Obie zupy zmiksowałam.
Porowa zawsze jest u mnie zielona, ale ten ułamek marchewki zaburzył lekko zielony kolorek.

Kremy ozdobić można zieloną pietruszką. Ja miałam tylko mrożoną:)

Smacznego lunchu!



sobota, 18 lutego 2012

POMOCY! Mam skargi wnioski zażalenia do Google!

Ile można?
Od kilku miesięcy ledwo działam na blogspocie. Wszystko się zawiesza. Czuję się jak bloggerka odizolowana od innych bloggerów.
Zakaz komentowania, oglądania, dzielenia się.
NIC.
Cały czas tylko jedno.


Niezależnie od przegląarki.
Wszystkie inne strony działają a z Googlowymi mam problem.
Ratujcie, nim całkiem odejdę...

Rękami i nogami pięciolatki...

Ferie.
Czas, kiedy rodzice chętnie podrzucają swoje pociechy bliskim i dalszym krewnym.
Padło na najbliższą ciocię. 
MNIE.

A że ja uważam, że dziecko też człowiek to zabrałyśmy się za trudne, dorosłe problemy z jakimi ja również się borykam.

Jak tu szyć, na tym świecie?

Dziecko miało problem, bo jutro urodziny braciszka a ona została bez prezentu.
Udałyśmy się więc do przesympatycznej pani, która ma hurtownię tkanin. Nie przeszkadzał jej fakt, że przybyłyśmy tylko dwie godziny później od momentu zamknięcia, ze względu na sobotę.

Otworzyła, obsłużyła, obdarowała darmowymi ścinkami plus kapelusz reklamówka dla Małej gratis.
(Dodam, że czary się szybko sprawdzają, bowiem przed snem wczoraj Mała wspomniała, że nie ma kapelusza na lato.)

Dziecko szczęśliwsze o 2%.

Wygrzebałam jakieś ziarno ze spiżarni i poszłyśmy rozwiązywać problemy szyciowe.

Dziecko szczęśliwsze o 5%. (Ziarno grzechotało w pudełku)

Z tekturki wycięłyśmy wzorek- kwadrat o boku 14 cm.
Wycięłyśmy z materiału złożonego na pół wzór- nożyczkami zygzakowymi, bowiem był to ścinkowy atłas.
Dziecko bez zmian w poziomie szczęścia.

No i się zaczęło.
Odpaliłam maszynę do szycia.
Euforia dziecka sięgnęła sufitu.(200% szczęścia).
Poziom szycia- szew idealnie prosty, na 1 cm od brzegu.
Moje zaskoczenie- bezcenne.

Wypełnianie woreczka ziarnem za pomocą małej dłoni- niezadowolenie cioci  +30%. 
(Ziarno nakarmi wszystkie robactwo, które zalęgnie się zwabione darmowym żarciem zgromadzonym w każdej szczelinie pokoju).

Wypełnianie woreczka za pomocą lejka- zadowolenie wszystkich +100%.

Zaszywanie woreczka pięcioletnią dłonią- Euforia dziecka obiega świat, eksploduje w kosmos, ląduje na jakiejś odległej, nieznanej nam planecie w przestrzeni galaktycznej, odbija się i powraca ze zdwojoną siłą.



Moje zaskoczenie i duma z dobrze przekazanej lekcji- 1000%.



Efekt- mógłby zawstydzić zawodową szwaczkę.


WNIOSKI:

Jaki prezent zrobić dla dwulatka na urodziny?
 woreczek gimnastyczny o wielorakim zastosowaniu!
(śliski atłas podnosi poprzeczkę przy zabawach zręcznościowych)

Jak uszyć woreczek gimnastyczny?
Zostawić problem w rękach pięciolatka i pozwolić na wszystko.


P.S.
Czytali Państwo serię wydarzeń CIOCI ROZPUSZCZALSKIEJ.



czwartek, 16 lutego 2012

Wbijam szpilki w serce!

Nauka precyzji przy szyciu maleństw.



Technologia ;D
Serduszko z wyszperanego u babci materiału, wypełnione watą- na razie brak funduszy i chęci na poszukiwanie ocieplin. Zszyte rawie na całości na maszynie. Fragment wolny w celu wywinięcia na prawą stronę- ręcznie wykończony.

Wzór- Tildowy.
Próbowałam wszyć także koronkę na całej krawędzi boku, jednak nie wyszło ładnie i wyprułam. Zbyt sztywną miałam tasiemkę na falbankę i nieładnie się układała przy takim drobiażdżku.

Za to mam uroczą podusię na szpilki : )

Aż chce się szyć!


Co ma wc kaczka do igły z nitką? Czyli...jak przerobić siatkę reklamową

Nauka szycia z wykorzystaniem dóbr w inwentarzu : )




Potrzebne:
siatka reklamowa z materiału
cyrkiel lub szablon kółkowy/coś z okrągłą podstawą np. miseczka czy kubek.
mydełko krawieckie lub pisak
dwie tkaniny w różnych kolorach
2 nici odpowiadające tkaninom- dużo, bo aplikacje są niciożerne

Pierwsza rzecz, którą popełniłam to błąd.
Był to impuls do działania, zatem nie przygotowałam siatki do przeróbki. Jest używana, niewyprana i powypychana, bez prasowania, co ewidentnie przełożyło się na jakość wszycia aplikacji, gdyż porobiły się zakładki.

Druga rzecz to drugi błąd. Kółeczka, które sobie wykreśliłam były zbyt maleńkie jak na moje początkujące możliwości krrawieckie : D

Błąd trzeci- przydałaby się stopka do aplikacji, którą ma moja sister. Zwykła stopcia zasłania aplikowaną rzecz,w związku z czym trudno utrafić.

Piąty błąd- na szybko ołówkiem zabazgrałam kółka na samej siatce, uznając, że i tak będę ją później prała. No i na razie te bazgroły widać:)


A teraz bezbłędnie:
Wykreśliłam niepełny okrąg na kartce papieru, który zasłoni całe krępujące logo wc kaczki.
Odrysowałam szablon na tkaninie, którą chciałam przyszyć do siatki.
Do dyspozycji miałam bardzo sztywne płótno, mocniejsze nawet niż jeans. Dlatego zmieniłam igłę na specjalną do jeansu.

Szablon aplikacji

Rozprułam na czas wszywania bok torby, żebym miała lepszy dostęp i żeby wszyć aplikację częściowo do środka. Później ponownie zaszyłam.

Moja pierwsza aplikacja. Jeszcze widać ślady pisaka:)


Tak samo zrobiłam z następnymi kółeczkami różowymi i brązowym, tylko, że z większym problemem ze względu na wielkość. Jednak na miękkiej siatce, niewyprasowanej sztywne płótno źle się układa i porobiły się zagniotki.

Ustawienie maszyny na ścieg zygzakowy, długość ściegu najkrótsza w możliwych i jechane.

Górne kółka wyszły fatalnie, jednak czego chcieć po nocnych buszowaniach z maszyną, zwłaszcza gdy na koncie ma się szycie głównie stębnówką : D No i oczywiście zabrakło nitki, więc jedno różowe kółko obszyte jest resztkami ceglastej i ponownie objechane brązową, co nie pozostało bez wpływu na jakość kółka i obszycia, bo się już ślizgała igła. Efekt- kółko nieregularne : D

Jedno brązowe kółko ozdobiłam ślimakiem.

Nieudolne próby wszycia aplikacji i ślimak. Ślady po mydełku zejdą w praniu : )
Żeby nie było zagniotków polecam jednak szyć na wypranych i wyprasowanych siatkach : D