poniedziałek, 19 września 2011

Nowe wyzwanie:)

Zaczęło się spełniać tycimi kroczkami moje marzenie o szyciu:) Dwie babcie krawcowe zobowiązują, jednak nigdy nie chciały oddać w "małe" rączki swych skarbów- maszyn do szycia, więc próby podjęłam dopiero po latach, gdy mogłam pozwolić sobie na swoją własną maszynę. czyli teraz :D

Na dodatek ktoś fantastyczny na gumtree zrobił ogłoszenie o naborze do państwowej szkoły odzieżowej, na roczny kierunek kroju i szycia w trybie zaocznym. Sama szkoła nie była  w stanie zrekrutować wystarczającej ilości osób, ale dzielne kobiety zebrały tyle chętnych przez zwyczajne ogłoszenie, że kierunek ruszył z początkiem września. Nie jest to łatwy dla mnie miesiąc, bo każdy tydzień zakończony jest weselem, jednak chociaż spóźniona na zajęcia docieram. Po pierwszych nie wytrzymałam i musiałam spróbować swoich sił. Mimo braku kontroli (mam nadzieję- jeszcze) nad maszyną coś nawet udało mi się sklecić:) Cudowne i nieocenione są tutoriale na Youtube. Gorąco polecam. Wystarczy zapytać :jak zrobić- np. kosmetyczkę a już pojawia się milion fajnych filmików:)


Na pierwszy ogień poszła koszula flanelowa. Męska. A to ze względu na filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=qNjQN4-4Ndc

Jako, że nie lubię ćwiczyć niczego bez wyżej wytyczonego celu- postanowiłam zmaltretować ją i wypróbować ściegi w maszynie.

Niestety- jako pierwsza rzecz do szycia- rękawki sprawiły mi problem, bo odwracając na lewą stronę gubiłam modelowanie ich, a na prawej widać szwy- oczywiście jeszcze nieudolne;)

Ale efekt jest całkiem zadowalający, żeby z dumą chodzić po domu:)

Wzięłam pod uwagę szerokość rękawka. Wyżej nie dałabym rady przełożyć go, dlatego moje rękawki są dłuższe- przetestowane najpierw do jakiej wysokości mogę je zmieścić.

Radzę także rzeczywiście odmierzyć odległości do cięcia, bo ja zasugerowałam się kratką, która w oryginale nie była szyta prosto.

Ale przecież gdzieś błąd musiałam popełnić:)
Zmieniłam także sposób wszycia dołu, bo nie chciało mi się drugi raz uruchamiać filmiku, ponieważ jak tylko zainspirowałam się, poleciałam szukać starej koszuli i wyłączyłam komputer:) Za to powstały fajne marszczone zakładeczki.


Polecam także, przed obcięciem sprawdzić na jakiej wysokości mamy biust. Ja zrobiłam niżej niż wg. filmiku a i tak nie mieszczę go w górnej części koszuli, przez co traci swój fason. Odmierz miarką swoją odległość od  obojczyka/kołnierzyka do brodawek sutkowych i dopiero wtedy utnij, zostawiając kawałek na wszycie. Wtedy powinno być dobrze. Ja będę na pewno próbować jeszcze na innych koszulach, bo już się siostry zapowiedziały, że chcą taką tunikę:) hihihi:)

czwartek, 11 sierpnia 2011

Broszki, broszki...duuużo broszek!

Czy ciepło, czy zimno- broszki to fajny sposób an nudę.
Przedstawiam troszkę swoich wytworów za pomocą albumu google, by każdą z nich Wam pokazać :)
Mam tylko jedną prośbę-chciałabym, żeby osoby, które noszą moje broszki czuły nadal, że mają coś robionego tylko dla siebie, więc nie kopiuj dokładnie tych wzorów, lecz zainspiruj się i wykreuj następne:) Wszak świat wzorów i kolorów jest nieskończenie wielki w swych możliwościach!

https://picasaweb.google.com/109807202039512952678/26Kwi2011?authuser=0&authkey=Gv1sRgCIWugseo2amvYg&feat=directlink


środa, 10 sierpnia 2011

Przyszpiliły mnie broszki:)

Ostatnio pogoda w kratkę służy małym robótkom, które można robić łapiąc promyki słońca albo uciekając przed deszczem. Okazało się, że szycie małych broszek sprawdza się także na krótkim spacerze z psem:)
Wystarczy zabrać ze sobą kawałek tasiemki i nawleczoną igłę i wyjście ze starym psem już nie jest takie nudne!
Wykorzystałam wiele guzików. Na razie wrzucam dwie brosie. Jedna zrobiona z dwóch nałożonych na siebie i zszytych z tyłu tasiemek, połączonych węższym paskiem tasiemki i ozdobionej guzikiem, który kojarzył mi się z pewną kobietką, więc kupiłam go z myślą o niej właśnie:)

Drugą, turkusową zrobiłam do starej już sukienki, kupionej w dziale dziecięcym. Tym razem chciałam jej nadać bardziej kobiecy charakter. Miałam jedynie koronkową tasiemkę w kolorze białym, an dodatek brudną. Ale- farby do tkanin okazały się niezawodne a kolor idealnie wpasował się w sukienkę, tworząc z nią jedną całość.
Dla dodania trochę "wieku" fasonowi" doszyłam błyszczący guziczek : )




Przyklejona na klej na ciepło zapinka do broszek.


piątek, 29 kwietnia 2011

szkice z przeszłości

Dawno dawno temu myślałam, że żeby rysować to trzeba się z tym urodzić.
Na studiach usłyszałam chyba najważniejsze słowa dla mojego hobby:

"Żeby umieć rysować trzeba nauczyć się patrzeć" i przy następnym chwyceniu  za ołówek zaczęłam zupełnie inaczej stawiać kreski.
Oczywiście ćwiczenie czyni mistrzem a ja za rzadko jednak ćwiczę. Jednak dopiero kiedy oczy zaczęły widzieć moja ręka zaczęła wykonywać coraz sprawniej to co chciałam przekazać.
Tak powstał pierwszy "patrzący" szkic kaktusa na oknie. Niedoskonały, lecz da mnie ważny :)

Zauważyłam, że żeby był cień obok niego musi padać światło, nadając szkicowi większy kontrast. Zrozumiałam po co artyści wyciągają tą łapkę do przodu i w jaki sposób mierzą proporcje.

I okazało się, że rysować nie jest tak trudno!


Starość i radość czyli tanie malowanie

Podjęłam sie próby przetestowania preparatów aptecznych, jak to na starość się zapowiada.
Pierwszy eksperyment padł na jodynę.
To co pamiętam z dzieciństwa to fakt, że jodyna jest fioletowa. Jakie było moje zdziwienie, kiedy już przy otwieraniu buteleczki paluszki zrobiły się...żółte.

Chciałam uzyskać efekt starego drewna i poszarzyć je.

Ostatecznie efekt wyszedł inny, lecz również zaskakujący i w sumie nawet mi się podoba. Jodyna podkreśliła słoje drewna a nakładając ją można stworzyć piękne, nieregularne plamy o zabarwieniu od delikatnego beżu do ceglastego pomarańczu.

Koszt całej akcji:

  • szczotka do drapania drewna- idealna na ciężkie chwile, napady złości itp. - ok. 3 zł
  • Lusterko- IKEA - ok. 7 zł
  • Jodyna - zużyłam całą buteleczkę- ok. 2,50 zł
Żeby pobawić się bardziej w jodynie wypłukałam pędzel brudny od granatowej farby, który wzbogacił plamy o nieco ciemniejsze odcienie.

Prawdopodobnie jeszcze polakieruję całość, ale nie wiem jaka reakcja chemiczna wtedy zajdzie:)



Zatem do najbliższego wybuchu!



sobota, 12 marca 2011

Przyskrzyniony czas wolny!

Jak mnie nie mato znaczy, że robię jakiś projekt, albo przyskrzyniły mnie skrzyneczki, których ostatnio coraz więcej maluję.
Tutaj stylizowane na stare, ręcznie malowane kwiaty. Było niełatwo, bo ostatnim etapem było skorzystanie z niesprawdzonego werniksu spękającego, który nie sprawdził się. Spękać spękał, ale jak wysechł kruszył się. Na szczęście udało mi się uratować wszystko lakierem w sprayu, który utrwalił malowidła:)
A to, że użyłam innych praparatów to nie przypadek. To dowód na to, że coraz więcej osób sięga po tego rodzaju techniki, bo moich ulubionych crackle zabrakło w dwóch większych sklepach plastycznych!
Pozdrawiam innych przyskrzynionych hobby!

środa, 16 lutego 2011

Broszka!

Niby broszka, a jednak nie łatwo było znaleźć czas po zrobieniu broszek, żeby tu zajrzeć i załadować zdjęcia.
Spóźniłam się, żeby podpowiedzieć Wam co jeszcze można zrobić na Święta, ale przecież taki prezencik można zrobić zawsze i przy każdej okazji :)

Tutaj prezenty dla koleżanek z pracy a ta różowa uczepiła się plecaka siostry.

Wykonanie: agrafka, wstążeczki, guziki- wszystko zszyć zgodnie ze zdolnościami krawieckimi.

P.S. Nie zaglądać na tył broszki :)