sobota, 18 lutego 2012

Rękami i nogami pięciolatki...

Ferie.
Czas, kiedy rodzice chętnie podrzucają swoje pociechy bliskim i dalszym krewnym.
Padło na najbliższą ciocię. 
MNIE.

A że ja uważam, że dziecko też człowiek to zabrałyśmy się za trudne, dorosłe problemy z jakimi ja również się borykam.

Jak tu szyć, na tym świecie?

Dziecko miało problem, bo jutro urodziny braciszka a ona została bez prezentu.
Udałyśmy się więc do przesympatycznej pani, która ma hurtownię tkanin. Nie przeszkadzał jej fakt, że przybyłyśmy tylko dwie godziny później od momentu zamknięcia, ze względu na sobotę.

Otworzyła, obsłużyła, obdarowała darmowymi ścinkami plus kapelusz reklamówka dla Małej gratis.
(Dodam, że czary się szybko sprawdzają, bowiem przed snem wczoraj Mała wspomniała, że nie ma kapelusza na lato.)

Dziecko szczęśliwsze o 2%.

Wygrzebałam jakieś ziarno ze spiżarni i poszłyśmy rozwiązywać problemy szyciowe.

Dziecko szczęśliwsze o 5%. (Ziarno grzechotało w pudełku)

Z tekturki wycięłyśmy wzorek- kwadrat o boku 14 cm.
Wycięłyśmy z materiału złożonego na pół wzór- nożyczkami zygzakowymi, bowiem był to ścinkowy atłas.
Dziecko bez zmian w poziomie szczęścia.

No i się zaczęło.
Odpaliłam maszynę do szycia.
Euforia dziecka sięgnęła sufitu.(200% szczęścia).
Poziom szycia- szew idealnie prosty, na 1 cm od brzegu.
Moje zaskoczenie- bezcenne.

Wypełnianie woreczka ziarnem za pomocą małej dłoni- niezadowolenie cioci  +30%. 
(Ziarno nakarmi wszystkie robactwo, które zalęgnie się zwabione darmowym żarciem zgromadzonym w każdej szczelinie pokoju).

Wypełnianie woreczka za pomocą lejka- zadowolenie wszystkich +100%.

Zaszywanie woreczka pięcioletnią dłonią- Euforia dziecka obiega świat, eksploduje w kosmos, ląduje na jakiejś odległej, nieznanej nam planecie w przestrzeni galaktycznej, odbija się i powraca ze zdwojoną siłą.



Moje zaskoczenie i duma z dobrze przekazanej lekcji- 1000%.



Efekt- mógłby zawstydzić zawodową szwaczkę.


WNIOSKI:

Jaki prezent zrobić dla dwulatka na urodziny?
 woreczek gimnastyczny o wielorakim zastosowaniu!
(śliski atłas podnosi poprzeczkę przy zabawach zręcznościowych)

Jak uszyć woreczek gimnastyczny?
Zostawić problem w rękach pięciolatka i pozwolić na wszystko.


P.S.
Czytali Państwo serię wydarzeń CIOCI ROZPUSZCZALSKIEJ.



czwartek, 16 lutego 2012

Wbijam szpilki w serce!

Nauka precyzji przy szyciu maleństw.



Technologia ;D
Serduszko z wyszperanego u babci materiału, wypełnione watą- na razie brak funduszy i chęci na poszukiwanie ocieplin. Zszyte rawie na całości na maszynie. Fragment wolny w celu wywinięcia na prawą stronę- ręcznie wykończony.

Wzór- Tildowy.
Próbowałam wszyć także koronkę na całej krawędzi boku, jednak nie wyszło ładnie i wyprułam. Zbyt sztywną miałam tasiemkę na falbankę i nieładnie się układała przy takim drobiażdżku.

Za to mam uroczą podusię na szpilki : )

Aż chce się szyć!


Co ma wc kaczka do igły z nitką? Czyli...jak przerobić siatkę reklamową

Nauka szycia z wykorzystaniem dóbr w inwentarzu : )




Potrzebne:
siatka reklamowa z materiału
cyrkiel lub szablon kółkowy/coś z okrągłą podstawą np. miseczka czy kubek.
mydełko krawieckie lub pisak
dwie tkaniny w różnych kolorach
2 nici odpowiadające tkaninom- dużo, bo aplikacje są niciożerne

Pierwsza rzecz, którą popełniłam to błąd.
Był to impuls do działania, zatem nie przygotowałam siatki do przeróbki. Jest używana, niewyprana i powypychana, bez prasowania, co ewidentnie przełożyło się na jakość wszycia aplikacji, gdyż porobiły się zakładki.

Druga rzecz to drugi błąd. Kółeczka, które sobie wykreśliłam były zbyt maleńkie jak na moje początkujące możliwości krrawieckie : D

Błąd trzeci- przydałaby się stopka do aplikacji, którą ma moja sister. Zwykła stopcia zasłania aplikowaną rzecz,w związku z czym trudno utrafić.

Piąty błąd- na szybko ołówkiem zabazgrałam kółka na samej siatce, uznając, że i tak będę ją później prała. No i na razie te bazgroły widać:)


A teraz bezbłędnie:
Wykreśliłam niepełny okrąg na kartce papieru, który zasłoni całe krępujące logo wc kaczki.
Odrysowałam szablon na tkaninie, którą chciałam przyszyć do siatki.
Do dyspozycji miałam bardzo sztywne płótno, mocniejsze nawet niż jeans. Dlatego zmieniłam igłę na specjalną do jeansu.

Szablon aplikacji

Rozprułam na czas wszywania bok torby, żebym miała lepszy dostęp i żeby wszyć aplikację częściowo do środka. Później ponownie zaszyłam.

Moja pierwsza aplikacja. Jeszcze widać ślady pisaka:)


Tak samo zrobiłam z następnymi kółeczkami różowymi i brązowym, tylko, że z większym problemem ze względu na wielkość. Jednak na miękkiej siatce, niewyprasowanej sztywne płótno źle się układa i porobiły się zagniotki.

Ustawienie maszyny na ścieg zygzakowy, długość ściegu najkrótsza w możliwych i jechane.

Górne kółka wyszły fatalnie, jednak czego chcieć po nocnych buszowaniach z maszyną, zwłaszcza gdy na koncie ma się szycie głównie stębnówką : D No i oczywiście zabrakło nitki, więc jedno różowe kółko obszyte jest resztkami ceglastej i ponownie objechane brązową, co nie pozostało bez wpływu na jakość kółka i obszycia, bo się już ślizgała igła. Efekt- kółko nieregularne : D

Jedno brązowe kółko ozdobiłam ślimakiem.

Nieudolne próby wszycia aplikacji i ślimak. Ślady po mydełku zejdą w praniu : )
Żeby nie było zagniotków polecam jednak szyć na wypranych i wyprasowanych siatkach : D











środa, 15 lutego 2012

Akt pierwszy, odsłona druga

Kolejny etap malowania kopii Ślewińskiego pt. 'Czesząca".



Na razie mazgaje akrylem w cielistych kolorach. Zaczęłam od ciemnych brązów malowanie cieni. Teoretycznie powinnam na tym etapie pociągnąć również tło. Czas i ilość farby wyciśnięta z tubki reguluje niestety kolejność prac.

Teraz trzeba będzie dopracowywać i dopracowywać. Mistrzem w tym nie jestem, ale kto nie próbuje ten nigdy się nie nauczy : )

A ja już mam kolejne akciki w głowie. Szkoda, że umiejętności nie starcza na wyobraźnię- ani w szyciu ani w malowaniu.

JESZCZE ; )


Starocie z szuflady

Moje ulubione trampki, kupione w...SMYK-u : ) Na pamiątkę czasów ich świetności!


Sprzątanie czasem polega na robieniu bałaganu. W moim przypadku słowo czasem, odnosi się do "zawsze".
Podczas prób ulokowania przedmiotów w odpowiednim miejscu natknęłam się na stare prace.

Nie są to dzieła sztuki a jedynie, w większości, przymusowe, szybkie (powiedziałabym błyskawiczne) szkice, tworzone na potrzeby zaliczenia przedmiotu na studiach. Jak wiadomo- studia dotyczyły ogrodnictwa, zatem rysunek, mimo, że ważny dla mnie to godzinowo zajmował nikłą część studiowania. Więcej teorii, gadania o architekturze kościołów i nieprzydatnych ani w rysowaniu, ani w ogrodnictwie paplanin prosto z książki.

No ale na bok narzekanie- czas na przyznanie się do popełnienia zbrodni na ołówkach, węglach i papierze : )

Jako pierwszy najpaskudniejszy bazgroł:

Wstyd się przyznać do niego. Przykład- jak nie należy rysować:D

Moje marzenie o brzuszku w szybkim szkicu węglem.
Szybkim, bo rysowałam go jakieś 5 minut.

Ołówek. Dłonie kilku osób, które się nawinęły w trakcie rysowania.

Na koniec szkic zupełnie stary. 
Kiedyś, jeszcze w liceum, dorabiałam sobie w punkcie ksero z wypożyczalnią kaset. Latem, gdy nie było studentów, a ludzie zamiast siedzieć przed telewizorem byli na plaży, wzięłam sobie kartkę papieru, fotkę swego ówczesnego mena i zaczęłam bezwiednie bazgrolić. Muszę przyznać, że do dziś jestem zaskoczona, bo nie posądzałam siebie o portrety. Co prawda mama obiektu nie była zadowolona efektem końcowym, ale liczą się chęci ; )

Pierwszy, pierwszutki portret na przypadkowej karteczce.



czwartek, 2 lutego 2012

Szkicowane myśli

Próbuję zabrać się za dwa obrazy. 

Pierwszy mojego pomysłu. Czekał już długo na dokończenie, bo wciąż kobietka, przez skręt lekki ciała jakoś mi nie pasuje. Niby kręgosłup właśnie się tak układa. Niestety rozbierałam jej pupę z dżinsów, stąd tyle mazania w tej okolicy:D
Głównym powodem jednak długiego niedokańczania jest zgrabny tyłeczek męski, więc jakoś boję się go popsuć farbą:)


Niestety fotki fatalne, bo robiłam je po ciemku 
a z lampą znikały totalnie : )




A drugi obraz naszkicowałam na kółku plastycznym. Zobaczymy jak wyjdzie, gdyż to kopia Ślewińskiego i ponoć mamy postarać się je ładnie i wiernie skopiować dla nauki:D


Te długie włosy potem mi się śniły. Oczywiście ja się nimi cieszyłam i sięgały mi aż za kolana i były piękne, jedwabiste i...jaśniejsze od moich:D Ale najbardziej podoba mi się szkic ręki. Oby farbą wyszedł równie dobrze.



Teraz tylko muszę zmajstrować odpowiedni kolor farbek i zabieram się za kolorowanie ciałek : )

wtorek, 31 stycznia 2012

Pierwsza piękność z Indonezji

Po dłuuugich męczarniach z kodem html Allegro udało mi się wystawić pierwsze cudeńko prosto z Indonezji.




Nie pisałabym o niej może na tym blogu, jednak w większości te rzeczy wyrabiane są, podobnie jak nasze, ręcznie. Czyli gdzieś daleko w świecie ktoś czerpie radość i środki na utrzymanie siebie i rodziny, tak jak my z pracy twórczej, rzemieślniczej.

Niesamowite jest to, że każdy przedmiot jest tak żmudnie wykonany, że nie mam pojęcia ile czasu zajmuje im wyplecenie pudełka, czy wyrzeźbienie takiej oto mydelniczki. Mi się wydaje to nieosiągalne.

Osobiście zachwyciła mnie inność każdego egzemplarza. Mam wrażenie, że ktoś na siłę kazał artyście powielać dany schemat a on uparcie w każdym przedmiocie skradał się z dodawaniem choćby najmniejszych śladów odmienności w postaci innego wzorka.
Co niestety komplikuje sprawę, bo kolejne mydelniczki wyglądają nieco inaczej i są raz większe, raz mniejsze : )
Mam też coś dla tych, którzy martwili się o organizację wysyłek swoich wyrobów.
Allegro korzysta z usług firmy www.sendit.pl , która daje niezłe możliwości osobom fizycznym i firmom, które rzadko coś wysyłają, ale jak wysyłają to wolą kurierem.
Sami spójrzcie. Osobiście gdybym poszła do np. DPD czy UPS przesyłka kosztowałaby kupującego około 35 złotych!
A tak? Niecałe 20 zł!